środa, 27 lipca 2011
Sklejona figurka nie jest już taka sama
Odbyłem dziś bardzo trudną rozmowę z Pauliną. Od jakiegoś czasu się to we mnie wzbierało i dziś po prostu coś pękło. Ile czasu można czekać na zmiany, ciągle obiecywane ale nie następujące. Ile można być w związku w którym człowiek nie czuje się szczęśliwy. Jednym z problemów jest to, że ona na najmniejszy problem z którym trzeba się zmierzyć reaguje tak, że od razu się wycofuje. Poddaje się zanim nawet spróbuje się z nim zmierzyć. Dziś mnie już szlag trafił. Jej pies, wzięty ze schroniska wyjada jedzenie z misek kotów. Jaka była jej reakcja? Psa trzeba oddać do schroniska. A może go skarcić jak podchodzi do kocich misek? Trzepnąć przysłowiową gazetą. Nie tak żeby go zabolało ale żeby dostał jasny sygnał, że źle robi. Tak jak suka łapiąca szczeniaka za kark. Wzięła psa ze schroniska, działa tam jako wolontariuszka a potem wyskakuje z takimi pomysłami. Opieprzyłem ją mówiąc, że chyba cholernie się co do niej pomyliłem skoro jest w stanie zrobić coś takiego. To był tak naprawdę początek rozmowy. Długiej, trudnej, bolesnej. Wiem, że jest ze mną szczęśliwa, najszczęśliwsza na świecie ale jak długo może przetrwać związek w którym tylko jedno z dwojga jest naprawdę szczęśliwe? Mam nadzieję, że się ułoży, że będzie dobrze.
01:23, leniwy_kocur
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Tia...
Moi rodzice stwierdzili, że dłużej już ze sobą nie mogą wytrzymać i pora się rozstać. Dorośli ludzie wydawało by się. Nawet nie mogę stwierdzić, że to wina któregoś z nich bo oboje są ciężcy do zniesienia. Po prostu jest to przykre, irytujące i zwyczajnie bolesne.
19:29, leniwy_kocur
Link Komentarze (3) »
środa, 23 marca 2011
To już prawie rok. :)
Prawie rok minął od ostatniego wpisu. Chciałbym napisać, że w moim życiu zaszły jakieś rewolucyjne zmiany ale to chyba była by przesada. Chociaż może.

Życie uczuciowe się trochę ustabilizowało, może z wyjątkiem ostatniego numeru jaki mi moje Kochanie zrobiło. Trochę potrwa zanim się to naprawi ale może, może.

Z robotą nadal po staremu tylko pomysły szefostwa coraz głupsze.

Mieszkanie już prawie wykończone ale jeszcze kilka istotnych rzeczy potrzeba więc przeprowadzka na razie jest w zawieszeniu.

I tak na zakończenie, jeśli ktoś chce naprawdę schudnąć ale mówię o takim prawdziwym chudnięciu a nie zrzuceniu 2-3 kilogramów to polecam dietę Dukana. Na razie 16 kg i gdybym nie podjadał to było by pewnie z 25 kg.
niedziela, 18 kwietnia 2010
Tydzień się kończy.
I całe szczęście bo był to naprawdę koszmarny tydzień. Katastrofa samolotu nie wywołała u mnie nagłej miłości do prezydenta, nie zalewałem się łzami ale śmierć tylu osób jest przytłaczająca nawet jeśli giną osoby, które ma się w małym poważaniu.
Potem dużo gorsza dla mnie wiadomość o śmierci Joanki. To był szok. Żal, złość, niezrozumienie, to wszystko mieszało się we mnie. Zaraz po tym jak się dowiedziałem siedziałem i powtarzałem tylko "K*rwa, to nie możliwe, to niemożliwe". Następnego dnia w metrze z trudem hamowałem łzy, niemal zacząłem ryczeć. Gdybym chciał powiedzieć coś złego o Joance miałbym problem bo autentycznie nic takiego mi do głowy nie przychodzi. Ilu znacie takich ludzi?
Do tego pracowałem od zeszłego piątku do tego piątku z tego trzy ostatnie dni po 11 godzin. Potworne zmęczenie nakładające się na te wszystkie wydarzenia też nie pomagało. Chciałbym chociaż napisać, ze w ten weekend sobie odpocząłem ale nawet niespecjalnie. Może chociaż ten dzień troszkę poprawi mi humor, zobaczymy.
sobota, 03 kwietnia 2010
No i jednak...
No i jednak życie kolejny raz postanowiło mi udowodnić, że szczęście to jest coś co przydarza się innym.
piątek, 02 kwietnia 2010
Człowiek, czasami to naprawdę nie brzmi dumnie.
Czas: 1.30 w nocy.
Miejsce: Moja krypta.
Akcja: Siedzę przy kompie myśląc, że może warto by iść spać i słyszę jakieś podniesione głosy pod oknem. Zdarza się, czasem się jakiś pijak wydrze, czasem młodzież się awanturuje. Po chwili wszystko ucichło ale stwierdziłem, że słyszę coś bardzo niepokojącego. Płacz, ewidentnie kobiety. Wyglądam przez okno, nic. Po chwili jednak znowu słyszę szloch, otwieram okno, rozglądam się uważnie. Szlag by to, ktoś leży pod krzakami obok mojego ogródka. Krótka chwila wahania,
buty na nogi, kurtka na plecy, komórka w jedną kieszeń, nóż w drugą tak na wszelki wypadek. Znalazłem dziewczynę, po krótkiej rozmowie okazało się, że oberwała od swojego chłopaka. Nie chciała lekarza, policji, poprosiła tylko żebym zadzwonił do jej chłopaka i powiedział, że ją znalazłem bo chciała żeby się zawstydził. Już to widzę jak ktoś zdolny do czegoś takiego by się zawstydził. Pogadaliśmy chwilę, uspokoiła się i stwierdziła, że sobie już poradzi. Ponieważ nic więcej nie mogłem zrobić poczłapałem do domu myśląc, że jeśli człowiek został stworzony na podobieństwo Boga to z tego Boga musi być kawał skur...
niedziela, 28 lutego 2010
Żyję, chociaż co to za życie...
Nie chciało mi się ostatnio pisać i dzisiaj też mi się nie chce ale pora dać znak życia. W robocie w sumie po staremu chociaż miała miejsce akcja, która powoduje, ze człowiekowi chce się szukać innej pracy. W życiu osobistym zaś... Tutaj huśtawka, zachowałem się okropnie ale inaczej się już nie dało, biorąc pod uwagę sytuację i tak wyszło nie najgorzej. Za to może wreszcie ja będę tak dla odmiany naprawdę szcześliwy, miło by było.
piątek, 29 stycznia 2010
Czasem jak ktoś walnie głupotę...
Na stronie gazeta.pl pojawił się pewien tekst, najpierw pomyślałem, ze to może artykuł i załamałem się kompletnie ale potem doczytałem, ze to tylko jakiś czytelnik w poczuciu źle rozumianego obowiązku przesłał swoje wypociny.

"Byłem w poniedziałek ok. godz. 15.15 świadkiem bulwersującego zdarzenia na przystanku przy ul. Rejtana (w kierunku miasta), Do ruszającego z przystanku autobusu linii 23 podbiegł uczeń pobliskiej szkoły, ale nie miał szczęścia, niestety, nie zdążył. Autobus ruszył z przystanku i... od razu zatrzymał się w korku, który o tej porze zawsze tworzy się w tym miejscu.

Dziecko dalej próbowało, podbiegało do autobusu przez zaspy i pukało do drzwi. Jednak kierowca niewzruszony stał dalej w korku i posuwał się do przodu po kilka metrów. Drzwi nie otworzył.

Chłopiec, nie prosząc dalej, poszedł w kierunku miasta. Przy światłach na skrzyżowaniu był przed autobusem. Ja - stojąc w korku za autobusem - zatrąbiłem, by zwrócić uwagę kierowcy MPK. Nie zareagował - w pełni świadomie.

Zostawienie dziecka na takim mrozie, jaki był w poniedziałek, jest okrutne, bezduszne i prymitywne. Zresztą wydaje mi się, że obojętne: zima czy lato - uprzejmość, przyzwoitość i czysta ludzka życzliwość powinny być motywem zachowania kierowców.

Nie łudzę się co prawda, że takich obrazków więcej już nie zobaczę. Mam tylko nadzieję, że MPK - jako pracodawca tego kierowcy i firma pełniąca rolę służebną w stosunku do mieszkańców naszego miasta - zareagujecie adekwatnie do zaistniałej sytuacji."

Reakcją na opisaną sytuację powinno być ukaranie cytowanego tekstu mandatem za nadużywanie sygnałów dźwiękowych w terenie zabudowanym bez uzasadnionej przyczyny. Do tego wymiana mózgu na taki pochodzący od gąsienicy też powinna pomóc bo ów oburzony obywatel tak tępy, że to przechodzi ludzkie pojecie.

Kierowcy mają absolutny zakaz zabierania pasażerów poza przystankami. Jeśli tego nie przestrzegają grożą im za to poważne kary, mandaty, nagany, chyba nawet zwolnienia.

Ciekawi mnie również czemu ten dobrotliwy obywatel skoro tak wzruszył się losem chłopca, którego pozostawienie na ulicy było najwyraźniej równe z porzuceniem w syberyjskiej tajdze na pewną śmierć nie zaoferował mu podwiezienia? Skoro tak się przejął, skoro sytuacja była tak dramatyczna czemu nie udzielił dziecku schronienia ale również porzucił je w identycznej sytuacji jak kierowca autobusu.

To, ze ów oburzony kierowca ma coś nie tak z głową można wywnioskować chociażby po tym jak odbiera rzeczywistość. Przecież ZATRĄBIŁ a kierowca autobusu ośmielił się być może nie zrozumieć, ze chodzi o zabranie dziecka z ulicy. Przecież to było oczywiste. Za każdym autobusem powinien jechać samochód, który trąbieniem będzie dawał kierowcy znać o zabieraniu ludzi z dowolnego miejsca, nadkładania trasy i być może podjeżdżania pod kawiarnię żeby pasażerowie mogli się w trakcie jazdy uraczyć filiżanką czegoś ciepłego.
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Czasem...
Czasem w ej pracy można paść ze śmiechu. W salonie dostajemy towar z centrali ale zwykle też coś wysyłamy, tzw. przesunięcie wychodzące. Pakuje się taki karton i czasem zamyka od razu a czasem nie. Śmieci zazwyczaj wrzucamy do jakiegoś kartonu stojącego z boku ale że czasem kartonów jest dużo to nieraz już żartowaliśmy, ze kiedyś wyślemy jakieś śmieci. Odbieramy ostatnio maila od chłopaków z Wrocka: "Wrocław to nie Haiti. Nie przysyłajcie nam darów! Znaleziono parówki w przesunięciu."
sobota, 16 stycznia 2010
Avatar
Miałem strzelić jakaś większą recenzję ale jak to ja nie moę się do tego zabrać więc w dużym skrócie:

- Efekty specjalne są super, to może być kamień milowy w historii kina.
- Jeśli tak będzie to szkoda bo do historii przejdzie totalny gniot z płaskimi postaciami, dennymi dialogami, wtórną fabułą i bardzo nachalnym i podanym w strasznie prymitywny sposób przesłaniem.

Trafiłem przypadkiem na coś takiego: http://www.gadu-gadu.pl/5426657065031479890/zobacz-fani-avatara-chca-sie-zabijac1-dlaczego

Czemu ciągle świat podsuwa mi przykłady na to, że ludzie są bezdennie głupi? "Ojej, nie jestem niebieskim indianinem i nie muszę się podcierać liściem w pośpiechu bo szarżuje na mnie zmutowany nosorożec." Niezły powód żeby się zabić, też miałem 17-naście lat, bujałem w świecie fantazji ale jakoś nigdy nie miałem myśli samobójczych bo nie jestem elfem albo wampirem.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27